Menu

Sportowa Sinusoida

O dobrych i złych chwilach w sporcie...

Cztery miesiące i... po wszystkim

sportfan95

 

Foto: Newspix (pulsstock: 5acb3e45)

Foto: Newspix (pulsstock: 5acb3e45)

Cztery miesiące trwała współpraca Agnieszki Radwańskiej z Martiną Navratilovą. Legenda światowego tenisa w dniu dzisiejszym przestała być konsultantką w obozie Polki. W oficjalnym komunikacie krakowianka napisała, że Navratilova nie mogła się oddać w 100% pracy i taki układ nie odpowiadał paniom. Trudno jednak nie szukać w tym wszystkim drugiego dna...

Niewiele ponad miesiąc temu pisałem w swoim tekście, że na osądy tej współpracy trzeba będzie poczekać przynajmniej do Wimbledonu, bo to miał być jakiś wyznacznik zmian, które Radwańska poczyniła w swojej grze pod okiem Navratilovej. Wtedy wydawało się, że do czasu turnieju na kortach trawiastych All England Lawn Tennis and Croquet Club Amerykanka pozostanie na swoim stanowisku. Dzisiaj wiemy, że do tej sytuacji nie dojdzie. Kilka godzin po ogłoszeniu tej decyzji zawrzało na różnych portalach społecznościowych i w mediach. Dziennikarze i kibice zastanawiali się, co było przyczyną takiego stanu rzeczy. Sama Navratilova potwierdziła to, co wcześniej napisała Radwańska, czyli fakt, że nie mogła się ona w pełni poświęcić realizacji swoich zobowiązań wobec Polki. Bez wątpienia jest w tym także duża "zasługa" ostatnich wyników Radwańskiej, które, co tu dużo mówić, są bardzo przeciętne. Najlepszym rezultatem Polki osiągniętym w tym sezonie jest półfinał turnieju w Katowicach i 1/8 Australian Open, co jak na czwarty miesiąc rywalizacji jest na pewno wynikiem poniżej oczekiwań.

Radwańska, mimo zapowiedzi trenera i jej samej, nie potrafiła się przestawić na bardziej agresywny styl gry, co także mogło mieć wpływ na decyzję Navratilovej. Polka w każdym meczu popełniała masę błędów i przegrywała z niżej notowanymi od siebie rywalkami. Być może chęć wprowadzenia zmian była tak duża, że przytłoczyła i samą zawodniczkę i jej sztab szkoleniowy. Wiadomo, że próbując coś robić na siłę tak naprawdę można tylko zaszkodzić. Było praktycznie pewne, że nastawianie zawodniczki, która do tej pory była przyzwyczajona do biegania za końcową linią, na agresywną grę może się skończyć właśnie tak. Chyba tylko jacyś niepoprawni optymiści wierzyli, że Agnieszka zacznie nagle posyłać tyle winnerów ile Serena Williams, a przy okazji zachowa swoją regularność. Rzeczywistość okazała się jednak inna.

Nie od dziś wiadomo, że kryzysy spotykały wszystkie wielkie gwiazdy, nie tylko tenisa. Najważniejsze jest to, aby po tym kryzysie powrócić ze zdwojoną siłą, bo tylko to pokazuje klasę zawodnika. Nie każdy jest gotów na to, żeby po poważnej kontuzji czy wypaleniu znowu rywalizować na najwyższym światowym poziomie, bo nie każdy ma w sobie gen zwycięstwa. Teraz Agnieszka musi udowodnić sobie, że tenis nadal jest jej pasją i że chce się dla niego poświęcać tak jak robiła to do tej pory.

© Sportowa Sinusoida
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci