Menu

Sportowa Sinusoida

O dobrych i złych chwilach w sporcie...

Eksperckie debaty.

sportfan95

8794ac55e9bd7dbdf0c43dc8804dc73f

Wczorajsze zasłabnięcie Justyny Kowalczyk na trasie ostatniego etapu Tour de Ski wzbudziło wśród wszystkich ludzi mieszane uczucia i uruchomiło, jak to zwykle bywa, falę spekulacji i domysłów, głównie ekspertów lub osób, które się za nich uważają.

Polka dzień przed rozpoczęciem sławnego podbiegu mówiła, że jest bardzo wyczerpana, ale ma zamiar ten Tour dokończyć. Z jej słów dało się wywnioskować, że chce to zrobić za wszelką cenę. W tym przypadku cena za próbę ukończenia Touru okazała się bardzo wysoka. Na Alpe Cermis nie da się wbiec, jeśli organizm nie jest w pełni przystosowany do wysiłku, który w tym przypadku jest niezwykle intensywny. Sam podbieg ma "tylko" trzy kilometry, ale przy nachyleniach stoku rzędu 30% jest to prawdziwa męczarnia dla organizmów zawodników i zawodniczek. Już na odcinku dojazdowym Justyna nie wyglądała tak jak we wcześniejszych latach. Polka oglądała się za siebie, bardzo szybko dała się dogonić Amerykance Elizabeth Stephen, a po kolejnych kilometrach była już na dziewiątym miejscu. Pierwszy dość selektywny podbieg pokazał, że do dobrej formy jeszcze daleka droga. Justyna na punkcie pomiaru przy 8,1 kilometra już ledwo szła. To nie był bieg, to było człapanie. Wydawało się, że kwestią czasu będzie jej zejście z trasy. Rozsądek na pewno to podpowiadał, ale waleczne serce biegaczki z Kasiny Wielkiej pewnie było zupełnie innego zdania.

Kiedy na kolejnych pomiarach nie było widać Justyny chyba nikt się nie spodziewał, że kibice na trasie byli świadkami scen, które na Alpe Cermis zdarzają się bardzo często. Komentator TVP2 uważał, że Polka tylko zeszła z trasy, ale sytuacja była dużo poważniejsza. Mistrzyni olimpijska z Soczi przeżyła prawdziwy kryzys, który zakończył się dla niej utratą przytomności. Z drugiej strony nie wiadomo tak do końca co się tam działo. Niektóre media podawały, że było to tylko omdlenie a inne, że Polka straciła przytomność i przez cztery minuty nie było z nią żadnego kontaktu. Później podawano jeszcze informacje, że to jedna z kibicek udzieliła Justynie pierwszej pomocy i zawiadomiła pogotowie o całej sytuacji.
Wieczorem okazało się, że ze zdrowiem Kowalczyk jest już dużo lepiej, ale Polka nadal była bardzo osłabiona. Ze szpitala wyszła jednak o własnych siłach co na pewno bardzo ucieszyło wszystkich kibiców biegaczki z Kasiny Wielkiej.

Utrata przytomności uruchomiła lawinę spekulacji na temat powodów tego zdarzanie. Niektórzy z ekspertów uważają, że duża w tym "zasługa" polskich serwismenów, którzy znacząco utrudniali Justynie życie na Tour de Ski swoim słabym smarowaniem. Jeszcze inni twierdzą, że norweski pociąg już dawno odjechał i Justyna błędnie robiła próbując nawiązać z nimi walkę na każdym z etapów. Na pewno każda z tych osób ma sporo racji, ale niektóre teorie są naprawdę dziwne. Ja nie chcę się mieszać w wybory Polki. Podziwiam ją za to co osiągnęła i mam nadzieję, że na mistrzostwa będzie w dobrej formie, która pozwoli jej nawiązać walkę o najwyższe cele. Ostatnie zdarzenia nie pomagają w budowaniu dobrego morale przed dalszymi startami w Pucharze Świata, ale zwycięstwo albo podium na pewno bardzo by jej w tym pomogło.

© Sportowa Sinusoida
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci