Menu

Sportowa Sinusoida

O dobrych i złych chwilach w sporcie...

W oczekiwaniu na więcej..

sportfan95

JKK-2
Czekaliśmy z niecierpliwością na ten start, aby przekonać się, na co będzie stać w tym sezonie Justynę Kowalczyk w biegach sprinterskich techniką dowolną. Nie trzeba było czekać zbyt długo, ponieważ Lillehammer Tour sprawiło, że pierwszy bieg odbył się już w piątek, a nie tak jak zwykle ma to miejsce - w sobotę. Okoliczności nie były sprzyjające. Technika dowolna, czyli ta, która od kilku sezonów "kuleje". Z pewnością nie bardziej niż kulała po biegach Justyna Kowalczyk, kiedy piszczele nie dawały jej ani chwili na odpoczynek i bolały w najmniej odpowiednim momencie. Do tego norweska ziemia, na której biegaczka z Kasiny Wielkiej wygrywała tylko dwa razy: w ubiegłym sezonie dziesiątkę klasykiem i sezon wcześniej sprint w Drammen. Ojczyzna najgroźniejszych rywalek nie jest już niezdobyta, ale nadal Justynie biega się tutaj bardzo ciężko. Mimo tego, że trasy są wyjątkowo pod nią. Trudne, wymagające, z dużą ilością podbiegów. Ta dzisiejsza taka nie była, co przyczyniło się do takiego a nie innego wyniku...

Wiedziałem, że o dobry wynik w dzisiejszym starcie będzie bardzo ciężko. W końcu Justyna od lat podkreśla, że technikę dowolną traktuje jako "dodatek", który jest jej potrzebny do wygrywania Tour de Ski i innych minicyklów. Nie jest łatwo nadrobić stracone lata, które dzielą ją w wyszkoleniu technicznym. Podczas gdy Bjoergen i inne rywalki już dawno biegały na nartach, Justyna chyba nawet nie myślała o tym, że ona na tych nartach również kiedyś stanie i... że będą to starty z tak ogromną ilością sukcesów.
Mimo takich zaległości Polka biegała łyżwą bardzo dobrze. Może nie była to idealna technika, ale nie mnie to oceniać. Nie chcę ingerować w systemy szkoleniowe, w treningi. Wiem, że ja bym takich treningów nie wytrzymał i nie ma co się oszukiwać. To jest prawdziwa katorga tylko dla najwytrzymalszych ludzi - ludzi z żelaza. Pierwszy wielki sukces, czyli medal olimpijski przyszedł właśnie w starcie na 30 kilometrów techniką dowolną, mimo tego, że najważniejszym biegiem na włoskich zawodach miał być start na 10 kilometrów klasykiem. Po omdleniu Polka pokazała, że ma ogromną wolę walki i charakter zwyciężczyni. Pokonała trudności i była nawet blisko złota. Ale młoda, niedoświadczona Kowalczyk przegrała finisz z dużo bardziej ogranymi na arenie międzynarodowej rywalkami. Sukces był, ale pozostał niedosyt...

Niedosyt, który z pewnością został zaspokojony na mistrzostwach w Libercu. Tam Justyna zdobyła dwa złote medale w tym jeden na najdłuższym dystansie - również stylem dowolnym. Chyba nikt nie wierzył w to, że Polka prędzej zostanie mistrzynią świata tudzież olimpijską "łyżwą". Tak się jednak stało. Jak widać niezbadane są sportowe zawiłości...
Od tego czasu wiele się zmieniło. Mistrzyni olimpijska z Sochi i Vancouver zaczęła się specjalizować w biegach stylem klasycznym i wychodzi jej to bardzo dobrze. Polka wygrywa zawody za zawodami i właśnie w tej konkurencji udaje jej się to najczęściej. Dziś trafił się jednak ten gorszy styl, dodatkowo sprint. Sprint, który cechuje się tym, że jest niezwykle widowiskowy, ale także nieprzewidywalny. Murowane faworytki odpadają w eliminacjach albo upadają na trasie i tracą szansę na dobry wynik. Dziś Justyna może nie była faworytką, ale z pewnością liczyła na to, że do najlepszej trzydziestki uda jej się awansować. Niestety, pechowe pęknięcie obuwia sprawiło, że Polka musiała biec w dwóch innych butach. Starczyło na 37. miejsce. Pomyśleć, że ćwierć sekundy lepszy wynik dałby biegaczce z Kasiny Wielkiej awans do ćwierćfinałów. Ja uważam jednak, że w tych zawodach można jeszcze sporo osiągnąć. Bieg pościgowy odbywa się klasykiem, na trudnej trasie, w towarzystwie mocnych rywalek.  To na pewno zupełnie inne bieganie niż walka z samym sobą i z czasem. Dodatkowo - Justyna ma z Lillehammer dobre wspomnienia. To tutaj rok temu pokazała Norweżkom, że z nią tak łatwo się nie wygra. Na powtórkę tego scenariusza raczej nie ma co liczyć, bo forma daleka od ideału. Rok temu to Kowalczyk była niczym maszyna. Na jedenaście startów wygrała pięciokrotnie. To naprawdę robi wrażenie. Ten sezon jest jednak zupełnie inny i musimy poczekać do Tour de Ski. Jeśli tam coś nie wypali będzie można zacząć lekko się martwić. Znając jednak nasz duet, a teraz właściwie tercet, to wszystko się może zdarzyć. Trzeba czekać i emocjonować się każdym startem. W końcu kariera Justyny nie będzie trwała wiecznie...

© Sportowa Sinusoida
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci