Menu

Sportowa Sinusoida

O dobrych i złych chwilach w sporcie...

Gwiazdy sezonu 2013/2014, odcinek 3. – Justyna Kowalczyk

sportfan95

Justyna była niewątpliwie gwiazdą minionego sezonu. Nie tylko za sprawą złota olimpijskiego, które zdobyła w wielkim stylu i mimo przeciwności losu, ale także wyczynów Polki w Pucharze Świata i jej walki z nieuczciwym traktowaniem „klasyczek” podczas Tour de Ski.

Niespodziewany początek

Ten rok zaczął się dla Justyny wyjątkowo dobrze. Do tej pory byłem przyzwyczajony, że Polka swoją formę zwiększała poprzez dużą ilość startów. Bo, jak wiadomo, każdy start jest lepszy niż samotny trening. Zawodnik walczy o jak najlepszy wynik i daje z siebie wszystko, co nie zawsze jest możliwe na treningach. Teraz wszystko wyglądało inaczej. Justyna wysoką formę zasygnalizowała już w Muonio, gdzie odbywały się zawody Pucharu FIS. W fińskiej miejscowości Polka wygrała sprint techniką klasyczną i bieg na 5 kilometrów tym samym stylem. Obawy mogły się pojawić następnego dnia kiedy zajęła dopiero 27. miejsce w biegu na 10 kilometrów stylem dowolnym, czyli tym mniej lubianym przez Kowalczyk. Sam trener Polki mówił, że w sezonie przygotowawczym porzuciła ona szlifowanie stylu dowolnego na rzecz klasyka – jej koronnej konkurencji. Okazało się, że jego słowa znalazły potwierdzenie podczas tego biegu. Polka zanotowała najsłabszy wynik w historii swoich występów w tej fińskiej miejscowości. Do tej pory wygrywała tam wszystkie swoje starty, teraz było inaczej…
Na inaugurację sezonu w Kuusamo scenariusz się powtórzył. Justyna nie miała sobie równych w sprincie stylem klasycznym i w biegu na 3 kilometry, ale potem nie udało jej się utrzymać przewagi nad rywalkami w biegu pościgowym. Ostatecznie skończyła poza podium z dużą stratą czasową netto. Dało się zauważyć, że technika dowolna zaczęła męczyć naszą rodaczkę…

Wielkie zwycięstwo na norweskiej ziemi

Po słabszym występie w biegu pościgowym w Kuusamo przyszedł czas na wielkie zwycięstwo na norweskiej ziemi. W Lillehammer, podczas startu na 10 kilometrów Polka wręcz frunęła nad trasą, zostawiając daleko w tyle swoje najgroźniejsze rywalki. Druga na mecie niespodziewanie zameldowała się Charlotte Kalla, która wyrosła na prawdziwą rewelację tego sezonu, zwłaszcza w biegach techniką klasyczną. Dopiero trzecia była Marit Bjoergen – wielka rywalka naszej mistrzyni. Straciła ona do Justyny ponad 25 sekund. Była to swego rodzaju deklasacja i to na terenie norweskim, który od zawsze był zaklęty dla Kowalczyk. Teraz udało się odczarować to miejsce, ponieważ to zwycięstwo było pierwszym triumfem Polki w biegu dystansowym na trasach w Norwegii.

Istna sinusoida

Weekend w Norwegii napawał optymizmem przed dalszą częścią sezonu, ale to starty w Davos miały pokazać prawdziwą formę dwukrotnej mistrzyni Świata. W Szwajcarii odbywały się biegi stylem dowolnym, czyli tym gorszym. I już sobotni występ Polki pokazał, że technika łyżwowa naprawdę nie będzie w tym sezonie jej mocną stroną. W biegu na 15 kilometrów zajęła dopiero 11. miejsce i straciła ponad półtorej minuty do najlepszej tego dnia Marit Bjoergen.  Sprint, który odbył się następnego dnia tylko potwierdził doniesienia z przedsezonowych zapowiedzi. Justyna odpadła już w ćwierćfinale i została sklasyfikowana na odległej 25. pozycji.
Tydzień po biegach w Davos odbył się Puchar Świata we włoskim Asiago. Tam mogliśmy już zobaczyć naszą biegaczkę w pełnej krasie i klasie. Polka nie dała szans swoim rywalkom i wygrała całe zawody, inkasując 100 punktów do klasyfikacji generalnej. Następnego dnia już jej nie było, ponieważ odbywał się tam sprint drużynowy, w którym Justyna nie startowała.

Kontrowersyjne Tour de Ski

Po zawodach we Włoszech Polka wyleciała do Oberhofu, aby tam przygotowywać się do startu w Tour de Ski, w którym broniła tytułu. Już na miejscu okazało się, że w Niemczech nie ma dostatecznej ilości śniegu, aby rozegrać bieg pościgowy na 10 kilometrów stylem klasycznym. Stylem, który wymaga mniejszej ilości białego puchu. W związku z tym zaplanowano, że po prologu odbędzie się sprint… i to też stylem dowolnym. To wszystko na tyle wypaczyło rywalizację, że Polka świadomie zrezygnowała ze startu w tym prestiżowym cyklu i, bądź co bądź, praktycznie straciła szansę na Kryształową Kulę. Jednak najbardziej było jej chyba żal tego, że odda komuś swoje królestwo i nie będzie mogła rywalizować na najwyższym poziomie przygotowując się do imprezy docelowej.
Przez to wszystko plan treningowy Justyny uległ całkowitej zmianie i w pośpiechu szukano miejsc, w których będzie można spokojnie potrenować. Na szczęście udało się to, ale mimo wszystko niesmak pozostał. Niesmak i pytanie, co teraz będzie?

Okres przed Igrzyskami

Po Tour de Ski Justyna zdecydowała się wystartować w Nowym Meście. Wcześniej Polka i jej sztab szkoleniowy nie mieli tego weekendu w swoich planach, ale bardzo potrzebowali startów. Okazało się, że ten wyjazd nie był dla nich zbyt szczęśliwy. Najpierw brak kwalifikacji do ćwierćfinałów sprintu stylem dowolnym, a potem słaby występ w sprincie drużynowym w parze z Agnieszką Szymańczak. Wszystko to jeszcze bardziej pogłębiło osądy, że Justyna i jej trener nie mają żadnego pomysłu na przygotowanie do Igrzysk, a brak startu w  Tour de Ski kompletnie wybił Polkę z formy. Tydzień po zawodach w Czechach przyszedł jednak czas na Puchar Świata w Szklarskiej Porębie. O ile dwa lata temu mieliśmy na trasach w Polsce także Norweżki, o tyle w tym roku nie zobaczymy na polskich trasach reprezentantek z Kraju Fiordów. Było to wiadome od czasu, kiedy podano, że Mistrzostwa Norwegii zbiegają się czasowo z zawodami w Polsce. W swojej ojczyźnie Justyna pokazała, że o jej formę możemy być spokojni. Wygrała i to z ogromną przewagą bieg na 10 kilometrów stylem klasycznym, który odbywał się w dzień jej urodzin. Tym samym dała sygnał, że jeszcze wszystkim pokaże.

Pechowa stopa

Dzień przed zawodami w Toblach całą Polskę obiegło zdjęcie stopy Justyny Kowalczyk. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że ta stopa wyglądała naprawdę strasznie. Wszystko za sprawą kontuzji, której nabawiła się nasza mistrzyni. Jednak okoliczności całego zajścia nie były do końca znane, a osoby z kręgu Justyny, jak i sama zainteresowana nie chcieli komentować całego zajścia. Dopiero po sezonie dowiedzieliśmy się o okolicznościach kontuzji Polki, ale mimo wszystko, wprowadziło to do obozu naszej Mistrzyni i nas, kibiców, nerwowość.

Złota Justyna

Igrzyska rozpoczęły się dla Polki pechowo i tak też się skończyły. Dobrze, że w środku mieliśmy powody do radości. Bo to właśnie mniej więcej w połowie Igrzysk odbył się bieg, który zapamiętamy na bardzo długo. Justyna, wbrew wszystkiemu, zdobyła złoto Olimpijskie. To złoto, o którym tak marzyła. I na dystansie, na którym zależało jej najbardziej. Pokonała rywalki, pokonała siebie i kontuzję. Po raz kolejny pokazała, że taki sportowiec zdarza się bardzo rzadko, a kto wie, może już takiego nie doczekamy. Justyna swój cel spełniła i zapisała się w historii zimowych sportów w Polsce. Została najbardziej utytułowaną olimpijską w historii zimowych Igrzysk i dopisała kolejny sukces do swojej już długiej listy osiągnięć.

Po Igrzyskach w Sochi Justyny nie zobaczyliśmy już na trasach biegowych. Polka zdecydowała się odpuścić starty w Pucharze Świata, aby zająć się wyleczeniem kontuzji. Pozostawiła nam jednak pytanie, na które ciągle nie znamy odpowiedzi. Czy będzie dalej biegać? To wie chyba tylko ona. Dobrze, że ciągle daje nam nadzieję, bo jej ostatnie wywiady mogą napawać optymizmem.



© Sportowa Sinusoida
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci