Menu

Sportowa Sinusoida

O dobrych i złych chwilach w sporcie...

Finał marzeń na otwarcie sezonu WTA 2014!

sportfan95

Dwa miesiące temu wszyscy sympatycy tenisa w żeńskim wydaniu z żalem żegnali się ze swoimi ulubienicami. Wszystkie najlepsze tenisistki cyrku WTA udały się na zasłużone wakacje, które z pewnością należały się im po sezonie pełnym emocji, niespodzianek i, co najważniejsze - sukcesów. Być może nie każdy miał powody do zadowolenia z występów swoich idolek, ale, mimo wszystko, należy im się szacunek za ciężką pracę, którą wykonały w trakcie całego sezonu 2013.

Tenisistki, mimo przeciwności losu, starały się zagwarantować wszystkim, nawet tym najbardziej wybrednym dużą dawkę przeżyć, które czasami przyprawiały nas o palpitacje serca. A to zmarnowane piłki meczowe, piłki wyrzucane poza kort w prostych sytuacjach... I zawsze to samo pytanie : "Dlaczego akurat teraz?!"
Pół biedy jeśli ostatecznie wszystko kończyło się dobrze dla naszej idolki. Wtedy byliśmy w stanie to znieść. Gorzej było przy porażkach, które nigdy nie są łatwe do przełknięcia. I to częściej dla nas niż dla tenisistek. One przywykły do tego, że życie sportowca nie jest nieustannym pasmem sukcesów, że nie zawsze się wygrywa, że czasami przychodzi ten słabszy moment. Moment, w którym trzeba przezwyciężyć własne słabości, aby pozostać w meczu. W wielu przypadkach właśnie pokonanie takiego kryzysu bywa ważniejsze w kontekście całego sezonu niż pojedyncze zwycięstwa. Zwycięstwa nad sobą dają duży komfort psychiczny i umacniają zawodniczkę, pozwalają jej uwierzyć we własne umiejętności.

Takich momentów nie brakowało w karierach Białorusinki Wiktorii Azarenki i Amerykanki Sereny Williams. One w czasie całej swojej profesjonalnej gry musiały pokonać już niejeden kryzys, aby być tam gdzie obecnie są. Zarówno Azarenka, jak i Amerykanka mają w swoich osiągnięciach przebywanie na fotelu liderki i tytuły Wielkiego Szlema. Ale w pierwszej i drugiej statystyce dużo lepiej wypada młodsza z sióstr Williams. Za Azarenką przemawia jednak wiek, który pozwoli jej jeszcze na kilka lat gry na naprawdę wysokim poziomie.

Kariera Amerykanki jest jak swego rodzaju zachód słońca, ale wyjątkowo piękny i długi. Serena cały czas potrafi zaskakiwać swoje rywalki niekonwencjonalnymi zagraniami, które dezorientują przeciwniczki. Teraz gra bardzo ekonomicznie i na mecz wykorzystuje tyle sił, ile potrzeba, aby go wygrać. Kilka lat temu potrafił ją zdekoncentrować koralik, który spadł jej z włosów. Obecnie próbuje zachowywać spokój w każdej sytuacji, ale czasami potrafi wybuchnąć i wrzasnąć sama na siebie.

Azarenka również sporo już w życiu osiągnęła, ale głównie została zapamiętana przez rzekome symulowanie kontuzji podczas meczu ze Sloane Stephens w Australian Open 2013. Białorusince zarzucano, że specjalnie przedłużała przerwę medyczną, aby zdekoncentrować rywalkę. Ja jednak wolę się w tej kwestii nie wypowiadać, ponieważ nie wiadomo do końca jak to było. Niemniej - niesmak pozostał i pewnie przez najbliższe lata Viktoria będzie kojarzone głównie z tą sytuacją.

Ja wolałbym się jednak skupić na czysto sportowym aspekcie rywalizacji między dwiema wielkimi tenisistkami. Bo to właśnie te zawodniczki zmierzą się w pierwszym finale turnieju rangi Premier w tym roku - w Brisbane. Ich ostatnie ważne spotkanie miało miejsce w finale US Open. Był to rewanż za sezon 2012, w którym tytuł zgarnęła Williams. I to pomimo tego, że Azarenka miała w tym spotkaniu inicjatywę i wysokie prowadzenie w trzecim secie. W ubiegłym sezonie rewanż także się nie udał, ponieważ po stojącym na dobrym poziomie meczu wygrała Amerykanka, także w trzech setach. Teraz Białorusinka będzie miała okazję, aby wygrać po raz czwarty w historii jej starć z młodszą z sióstr Williams.

Kibice w Brisbane na pewno od początku liczyli na taki finał. I o ile Amerykanka nie miała właściwie problemów, aby tam dotrzeć, o tyle Białorusinka musiała się trochę namęczyć. Już starcie ze Szwajcarką Voegele pokazało, że w psychice Azarenki zaszły pewne zmiany. I to zmiany na gorsze. Viktoria miała siedem piłek meczowych, których nie udało jej się wykorzystać. Mecz zamknęła dopiero przy ósmej piłce. Także w półfinale nie było jej łatwo. Pierwszego seta właściwie oddała bez walki. W drugim trochę się przebudziła i zwyciężyła, aby w trzecim wyjść na prowadzenie 5:1. Duża w tym zasługa Serbki, która miała pretensje do samej siebie co powodowało jej słabą grę. Gdy wydawało się, że zaraz będzie po meczu, do walki zebrała się Serbka a Białorusinka wyglądała na zagubioną. Okazało się to chwilowe i po stracie trzech gemów z rzędu Azarenka zakończyła mecz i awansowała do pierwszego finału w tym roku. 

Wydaje mi się, że ten finał może być bardzo ciekawy. O ile tylko obie tenisistki zagrają na swoim poziomie. Serena od początku sezonu zachwyca świetnym serwisem, nad którym chyba jeszcze popracowała w przerwie między sezonami. Jej podanie stało się bardziej regularne, ale nie straciło na sile. Jednak to, co w meczach z innymi tenisistkami jest atutem, w starciach z Azarenką może okazać się gwoździem do trumny. Białorusinka, o ile oczywiście jest w formie, świetnie returnuje i bez żadnych skrupułów wykorzystuje siłę serwisu bądź jego łatwość. Trudno mi wyrokować w jakiej tak naprawdę formie są obie sportsmenki. Jednak w trakcie całego turnieju trochę lepiej prezentowała się Serena, która grała pewniej i regularniej od swojej opponentki. Białorusinka jest natomiast taką postacią, która jest bardzo trudna do rozszyfrowania. Kiedy wydaje się, że jest słaba ona jest naprawdę mocna. A kiedy masz wrażenie, że jest silna, to zaczyna grać słabo. Wydaje mi się, że bardzo dużo w tym meczu będzie zależało od jej nastawienia i motywacji. Od tego, czy nie przestraszy się legendy, która po raz kolejny stanie naprzeciwko niej. Od tego, jak bardzo będzie chciała poprawić swój niezwykle niekorzystny bilans z liderką rankingu. Chociaż strach jest raczej mało prawdopodobny. W końcu w ubiegłym sezonie Białorusinka odniosła dwa cenne zwycięstwa nad Sereną i na pewno będzie chciała wygrać ze swoją rywalką, aby umocnić się psychicznie przed zbliżającym się Australian Open...


© Sportowa Sinusoida
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci